Dzień ojca.

Otworzyło się okienko. Pragnienie bycia synem, synem ojca. Pragnienie skarłowaciało, nie miało możliwości wzrostu. Zostało jako część mnie i nie pomogło w umocnieniu.

Patrząc oczami marzeń, które jako jedyne podpowiadały obrazy, jak kolaż z wycinków gazet, filmów, spotkanych przechodniów, ojców z chłopakami jedzącymi lody, jadącymi na basen, spędzającymi czas biwakując.

Marzenia, idealizowany świat, w którym poza poszarpanymi obrazami, bez szczegółów, zapachów, ciepła, zimna, dotyku, była jedynie cecha wyzwalająca uczucia i pragnienia. Ojciec opoka, troskliwy, interesujący, cierpliwy, na czas i w miejscu, zawsze i nigdzie. Jaki to kontrast do rzeczywistego, którego nie było. Bo jeśli by był, to jaki by był? Czy taki wyśniony, idealny, na którego wyraziłem zapotrzebowanie? Czy taki został by mi dany? A może wymagający, bez czasu i zrozumienia, twardy i nie umiejący wyrazić tego co w nim, może jedynie poza złością? Jaki by był?

Pytania które wbiły się zardzewiałym gwoździem w głowę, nie mogę się od nich uwolnić. Lepszy żaden niż zły? Ale czym jest zły? Nie czuję tego, a bez czucia będę zadawał stale i niedbale pytania. Nawet nie wiem jaki nie powinienem być.

Teraz zgaduje, sprawdzam, nie mając punktu odniesienia, błądząc i wrzeszcząc na siebie, że nie to nie tak, że chyba powinienem wybrać inną drogę. Cięgle w impasie, stale z wątpliwościami, stale w napięciu.

I to teraz oddaję będąc ojcem. Wątpliwość, niepewność, imaginację bycia.

About The Author

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *