Broda nie czyni filozofa.

Jeżeli spojrzeć na rzeźby przedstawiające wizerunki filozofów greckich to w przeważającej większości posiadają oni brody. I na podstawie tej obserwacji można wysnuć wniosek, że to jest ostateczny atrybut filozofa. Ale czy na pewno? Może to zbyt  powierzchowne i pochopne. Jaką mam gwarancję, że akurat w tym czasie w Grecji, nie panowała tak zwana moda „na drwala”? Otóż żadnej. Skierowanie swojej uwagi jedynie na okres dominacji greckich filozofów to byłby błąd. Wystarczy pójść nieco dalej i zatrzymać się w czasach nowożytnych. Teraz trudno znaleźć filozofa z brodą. Znak zmiany czasów? Teraz filozof raczej ubiera się gustownie i nosi garnitur. Zatem nie broda czyni filozofa a myśl, jasne spojrzenie, poddawanie pod wątpliwość to co stało pewnikiem. Stawianie pytań, infantylna ciekawość. To otwartość na nowe tezy, chęć dyskutowania, obserwacji i wyciągania wniosków, działania i doświadczania, posługiwania się słowem i czynem.  Każdy może być filozofem i byłoby to pożądane. Fakt posiadania wewnętrznej otwartości na zmiany, widzenia świata jako zmieniającego się dzieła, poddawanego ciągłej obróbce, świata próbującego odnaleźć najlepsze rozwiązanie to właśnie zadanie filozofa. Filozof ma szersze spojrzenie i nie opisuje świata, nie stara się go ujarzmić. Raczej obserwuje zmiany w sobie  i zachowanie siebie względem otaczającego świata.

A czy patrząc na siebie dostrzegasz filozofa?