Za Kościół.

Nic nie widzę, nic nie słyszę … jest pięknie i nie ma co ruszać, po co psuć?.

Czym jest kościół ?

Kościół nade wszystko, to wspólnota ludzi. Wspólnota ta stanowi jego olbrzymią wartość. Nie abstrakcyjne obrazy, a głębokie więzi jakie można zbudować jedynie poprzez wspólnotę ludzi. Dziś wydaje się, że dla znacznej części społeczeństwa słowo kościół, wskazuje jedynie na gmach. Jak zatem zmienić ten obraz, który nieuchronnie może prowadzić do całkowitego zniekształcenia jego właściwego znaczenia.

Wspólnota, zgromadzenie ludzi zwołanych, zaproszonych by uczestniczyli. Nie przymuszonych, ale będących gośćmi przybywającymi, nie z obawy, lecz w poszukiwaniu miłości. Poszukujący lepszego świata, przestrzeni w której mogą rozwiać swoją duchowość, przestrzeni w której mają swobody wyboru własnej drogi, która i tak w konsekwencji ma jednej cel, zbawienia (czyt. zaznania prawdziwego szczęścia). Przestrzeni w której moją prawo doświadczać i mają prawo do błędów, a w której znajdą oparcie, zrozumienie i prawdziwe doświadczenie innych współuczestniczących w tej drodze poznania.

Prawdziwa miłość i troska. A jaka może być inna droga, aby zaznać szczęścia, jak nie przez miłość do siebie samego, a dalej do bliźniego. Czytając słowa z Dz. 9 1-20 o nawróceniu św. Pawła, nie można oprzeć się wrażeniu, że uzdrowienie następuje dzięki drugiemu człowiekowi prowadzonego miłością ku Bogu. To przecież w każdym z Nas znajduje się obraz Boga, a wnikliwa obserwacja siebie, wyciszenie, zatrzymanie, może spowodować by ten właśnie obraz się ujawnił.

Teraz rolę heroldów nawołujących na zgromadzenie przejęły środki masowego przekazu. Mniejsze znaczenie ma dzisiaj archaiczna forma przekazu, przekazu słownego. Odczytanie z ambony nie jest niczym wielkim i znaczącym w konfrontacji z kolorowym świtem nowych mediów. Czy coś może wyróżnić Kościół ? Czy dla człowieka nowej ery słowo głoszone z ambony jest czymś innym niż słowo głoszone z głośnika radiowego, telefonicznego, telewizyjnego? W moim przekonaniu nie, jest to jedynie źródło informacji o innej formie ekspresji. Teraz łatwiej jest kontestować i budować własną opinię opartą o te różnorodne doświadczenia podawane właśnie przez nowych heroldów.

Próba pozostania w status quo grozi staniem się przeźroczystym lub zmieszanym w masie. A dziś subtelne oznaki, które wypływają od ludzi pokazują przewodnikowość. Wskazują, że wielu z Nas nie chce być już jedynie pokornym odbiorcą treści, ale chce mieć wpływ, chce być wartością, a nie jedynie narzędziem, chce uczestniczyć na równych prawach, jako słuchacz i jako orator.

Jest tak dużo informacji, tak wiele możliwości i dylemat co wybrać, co jest prawdą? Czy odległy, wręcz mityczny świat zbawienia, czy może teraźniejszość i z nią empiryczne doświadczane trudności i radości. Na te właśnie potrzeby odpowiada w niewielkim zakresie świat oparty na konsumpcji i smakowaniu. Zadowalaniu zmysłów. Nie potępiam tego świata, gdyż najpewniej taka potrzeba istnieje, skoro ludzie do niej lgną. Warto się jest jej przyjrzeć i dostrzec czego człowiek może poszukiwać właśnie w takim stylu życia, nastawionym na przyjemność i doznawanie. Dostrzec jakimi ścieżkami się porusza i wybudować dla niego prawdziwie wartościową platformę. Intuicja podpowiada, że ta konsumpcja to pozorna przyjemność. To tylko próba zrównoważenia cierpienia, które jest wewnątrz człowieka. Że to nagroda za mnóstwo wewnętrznych zmagań, pytań na które nie zna odpowiedzi, próby określenia i opisania świata. To cierpienie jest prawdziwe i nie jest egoistyczne. A rozróżnienie i próba wykluczenia poprzez nadanie etykiety grzesznika, stawiania się w roli drogowskazu, który nie ma moralnego ugruntowania, generalizowania postaw, stanie się ścieżką nad przepaść. Ryzyko to brak wiarygodności, brak spójności.

 

Celowo na początku mojej myśli użyłem określenia swobody i wyboru, bo to naturalne prawo dane od Boga. Po drugiej stronie leży przymus i izolacja które budzą wewnętrzny sprzeciw. Ten sprzeciw nie musi być jawny, może być ukryty, pasywny. Dlatego jest groźny ponieważ nie widać gdzie i na kogo działa. Człowiek zastraszony może w swoim sercu nosić wiele smutku i żalu o którym nie mówi, który jest niewypowiedziany. Właściwe postawienie diagnozy, bez nadęcia, bez okazania wyższości, pozwoli na spotkanie się z prawdą jak dzisiaj wygląda kościół. Aby to dostrzec należy wątpić w to co słyszę czy widzę. Być może jestem karmiony kłamstwem, być może jestem tam gdzie nie dochodzą głosy ludzi, którzy stanowią o kościele. Jeżeli to ma być operacja to może boleć, ale jest szansa na wyzdrowienie. Jeżeli nie podejmie się działań diagnostycznych, a później leczniczych, nie pozornych, a leczniczych, wtedy jest szansa, że „pacjent” przeżyje. Świat zmienia się dynamicznie, przepływ informacji jest niebywały i dzisiaj ogromna większość ma do niej dostęp. A na podstawie tych informacji stawia osąd. Czy to jest właściwy osąd? – myślę że tak, ponieważ dla każdego z Nas dojście do jakiegokolwiek wniosku staje się prawdą absolutną, w tym momencie w którym właśnie się to staje. Zatem próba podważania egoistycznego przekonania (przekonania będącego prawdą absolutną), który w każdym z Nas tkwi, o niewiadomym terminie przydatności, uruchamia mechanizm obronny, w którym „moja” teza staje się dla niego zagrożeniem. Poczucie zagrożenia to silne uczucie, osadzone głęboko i może spowodować blokadę w kontakcie. Dlatego tak ważne dzisiaj jest, aby swoje racje podawać w sposób przyciągający, poparte prawdziwym działaniem, a nie reklamowanie jako świetnego produktu z którego użycia będziesz zadowolony.

Aby nieść posłanie trzeba stać się jednym z nich. Jednak świadomym, pełnym miłości i zrozumienia. Dobroci i troski. Ograniczanie i próba wzbudzenia strachu przed potępieniem, może być formą zbyt abstrakcyjną. Wystarczy wskazać na cierpienie, które rozgrywa się tu i teraz na oczach każdego z Nas. Cierpienie wewnątrz Nas. Skąd to cierpienie? Z powodu dokonywania niewłaściwych wyborów, poczucia osamotnienia i braku nadziei. Wystarczy zajrzeć do serca człowieka cierpiącego, a zobaczymy, że On poprzez swoje zachowania i zaniechania próbuje uciec od siebie. Ludzie mają już świadomość, czują, że coś im przeszkadza by istnieć w pełni, by mieć radość z bycia. Szansą Kościoła jest pochylenie się nad tymi właśnie troskami w każdym z nas i pokazanie przez swój przykład tj. jego przedstawicieli jak można się ich wyzbyć.

Jeżeli Kościół to Chrystus, a Chrystus to miłość, to miłość jest Kościołem. Jeżeli czuję lęk przed miłością, to czuję też lęk przed Kościołem. Skąd pojawia się lęk przed miłością? To kwestia wychowania i wzorców oraz zabiegania o miłość. Ta miłość bywała często powykrzywiana. Alternatywą jest świat oferujący płytki, szybki i jałowy sposób kochania. Kochania przedmiotów, ciała, stanów. Wielu z Nas nie zna nic innego. Uciekam w świat, który jest nieprawdziwy, rzekłbym dosłownie wirtualny. Kościół jako wspólnota to schronienie, to alternatywa, która może budzić lęk, ale jednocześnie ciekawość. Ciekawość tylko pod jednym warunkiem, gdy zaoferuje prawdziwą miłość, nie do przedmiotu, lecz do człowieka i ten drugi człowiek stanie w jego centrum po to by przez niego znaleźć drogę do Boga.