Wierzę.

A tak opierając się na Katechiźmie Kościoła Katolickiego, co mogę sobie powiedzieć apropo mojej wiary.

Wierzę w Boga Ojca… /Część I, dział 2, Rozdział I/ Tym który jest

Nasze wyznanie wiary zaczyna się od Boga, Bóg jest „pierwszy i ostatni” (Iz 44, 6); jest Początkiem i Końcem wszystkiego. Credo rozpoczyna się od Boga Ojca, bo Ojciec jest pierwszą Osobą Boską Trójcy Świętej; nasz Symbol zaczyna się od wyznania stworzenia nieba i ziemi, ponieważ stworzenie jest początkiem i podstawą wszystkich dzieł Bożych.

„Jestem, który jestem.” (Wj. 3, 13-15)

„Ja jestem Tym, który jest.” ( Wj. 3, 14)

Wierzę, czyli nie mam wątpliwości, jestem ufny i oddaje kierowanie życiem w ręce Siły Wyższej.

Czy jestem dzisiaj do tego zdolny? Czasami. Tylko momentami. Przez większą część życia nie mam ochoty oddawać sterów „swojego życia”. Momenty w których jednak to się  dzieje, to piękne chwile  – czuć w nich wiele ulgi i spokoju. Bóg wypowiadając stwierdzenie, w tłumaczeniu „Jestem, który jestem”,  nie chce bym go nazywał, nadawał mu imienia, bym go poznał. Chce bym go szukał – bo On się zmienia, tak jak się zmienia wszystko wokół mnie, tak jak wzrasta i obumiera. Określenie Go i nazwanie, stało by się ograniczeniem, zakończeniem. Stało by się czymś co może zostać określone, obrysowane, co jest wymiarem – czyli nie może się przeistaczać, rosnąć.

Gdybym w swoim życiu zaakceptował tezę: „lód jest jedynie lodem, a po podwyższeniu jego temperatury zniknie”, oszukałbym sam siebie. Tu istotą nie jest lód, bo tylko stan skupienia (imię).

Jeżeli Bóg jest tym który jest, to znaczy,  że właśnie tak jest. On bywa. Przemierza się. A moje wysiłki, które chcą poznać, złapać czy nazwać, w konsekwencji są już porażką od momentu powstania samego zamysłu. Może zatem warto spożytkować tą energię na inne, bardziej wartościowe działania?

A jeżeli wszystko zatacza koło, (przemija i rodzi się) , początek i koniec mieści się na kole, nie są one nigdzie oznaczone? To może  jest tak, iż możemy mieć swój początek i koniec w ciągłym procesie, w którym mogą być jedynie rozdziały, etapy, okrążenia?

Ta myśl była przerażająca, dla mnie człowieka który wychował się w przeświadczeniu, że moje życie jest linearne, proste. Dlaczego? bo nowe budzi lęk. Powstaje lęk przed stworzeniem alternatywy. Mój proces myślowy opierał się na tym, że to co minęło już nie wróci, że to co się dowiedziałem już wiem, że to czego się nauczyłem – umiem. Cóż za ignorancja. Myśląc tak naraziłem się na wiele razów od życia, na nieświadomie zaplanowane cierpienie, frustrację i smutek. To cierpienie jest nieodłącznym elementem życia, ale mogę je obserwować tylko z perspektywy przemijalności.

Mój wzrost był etapowy. Zrozumienie i przeżywanie kwitło i więdło. Swoje dojrzewanie rozpocząłem od prostych układów, które docierały do mnie poprzez zmysły słuchu, wzorku, węchu, dotyku, smaku. Największymi do tej fazie znanymi mi żywiołami były: (i)postacie (inaczej Byty), (ii)otaczający świat jako struktura i (iii)natura.

Jako dziecka, moim największym i emocjonalnie związanym żywiołem była postać Ojca, Wujka, Dziadka. To przez ich pryzmat widziałem świat i Boga.

Kolejnym, wraz ze wzrostem świadomości, emocjonalnym i fizycznym, był dla mnie świat struktur, wspólnot – więzów społecznych. To one mnie kształtowały i one budziły we mnie respekt, lęk, ale i pragnienia.

Następna stała się przyroda, w czystej postaci natura – potęga i nieokiełznana siła. Świadomość, że nie mam nad nią władzy, że jestem elementem w tak wielkim przedsięwzięciu, jakim jest wszechświat.

I teraz ta zmienność zawarta w stwierdzeniu „Jestem,  który jestem”, ten spokój i harmonia. Ta pewność.  Słowa, które brzmią niczym ojcowski ciepły ton: „Ja wiem, a ty się niczym nie martw, bądź spokojny”. Patrzę, jak nierozumne dziecko, na poczynania Ojca, i zachwytem obserwuję jak wszystko w jego dłoniach pracuje, jak powstaje i gdy ulega rozkładowi, czuje się przy tym bezpiecznie i wiem, że mogę ufać.

Jednak stawiam ponownie pytanie : Czy wierzę w Boga… Mojego Ojca biologicznego, który mnie pozostawił?  bez którego się wychowałem, z którym nie miałem kontaktu, który nie otaczał mnie opieką? Czy może rodzaju męskiego Wujka pijącego, przeklinającego, bijącego. Może Dziadka każącego  psychicznie. Jaki mam wzór boga Ojca?

A może społeczeństwo, jako siła większa. Autorytety, wielość, różnorodność. To właśnie to społeczeństwo bez wrażliwości, ta mętna masa, bez oczu, bez spojrzenia na mnie, w którym liczy się siła, a ja stałem się jej cyfrą – PESELem. W którym widzę agresję, czuję nienawiść, czuję niezadowolenie i pragnienie posiadania. Boję się takiego boga, uciekam przed nim. Wojny, nieszczęścia i pytanie – kim jest Ojciec? Tyranem? Zabójcą? Sadystą? Nie mam odpowiedzi. Bo jest tym kim jest.

Obserwuję przyrodę i widzę zmiany, widzę przemiany, widzę przemijalność, ale widzę też i  wzrost i narodzenie. Z prochu (ziemi) rodzi się kwiat, kamień, i inne organizmy żywe. Jest tym który jest. Zmienny nieuchwytny, znikający i pojawiający się w miejscu w którym się Go spodziewać nie sposób. Bez obserwacji i wiary, nie mogę doświadczyć jego obecności. Bez wiary, czuję się zalękniony, wystraszony samotny. Jeżeli tylko się zatrzymuję i obserwuje powierzając się, odczuwam ład i przemyślane działanie, Plan oraz logikę. Gdy tylko przejmuję ster swojego życia, to znak że przestaję wierzyć. Żywię niechęć do tego co mnie spotyka, pragnienie tego czego nie mam  i obawy przed utratą „mojego” posiadania.

Wierzę – to działam, podążam, a wyniki działań przyjmuję z pokorą i zrozumieniem. Pomimo lęku o efekty nadal działam – jestem zaciekawiony, nie jestem przekonany o jego „sukcesie”, o zaplanowanych konkretnych walorach, wymarzonych walorach. Działam i obserwuję co się Jest.